Objawienia w La Salette – obietnice, historia, relacje

media-325088-2

Pewnego pięknego dnia, 19 września 1846 roku dwoje dzieci, Maksymin i Melania zajmowało się wypasem krów, kiedy to dzwony wzywały na Anioł Pański. Dzieci popędziły krowy w kierunku wodopoju, same udając się na spoczynek po strawie i zasnęły. Melania zerwała się ze snu i ruszyła na poszukiwanie stada, które na całe szczęście nie uciekło. Tak właśnie zaczyna się ta podobna do baśni historia objawienia maryjnego pewnych młodych ludzi na La Salette. Dzieci opowiadały tę historię wielokrotnie z wielkim przejęciem, mimo braku wiary w nią ze strony lokalnych mieszkańców. Jednak  nie zraziło to ich, co pozwala wierzyć w autentyczność historii.

Dzieci wracając ze zbocza, na którym znajdowały się krowy, przechodziły obok miejsca swojego wcześniejszego spoczynku, kiedy to zobaczyły kuliste źródło światła. Zaniepokojone tym faktem podeszły bliżej i ujrzały siedzącą w tej kuli światła kobietę. Dzieci zalęknięte całą sytuacją postanowiły szturchnąć tę kobietę kijem pasterskim, aby sprawdzić czy coś złego się jej nie stało i czy nie stanowi ona zagrożenia. Kobieta podniosła się i uspokoiła dzieci słowami: nie bójcie się, zbliżcie się, przybyłam oznajmić wam wielką nowinę. Dzieci to uspokoiło, podświadomie zaufały tej kobiecie, która wedle ich relacji była piękna. Następnie wypowiedziała po francusku słowa brzmiące tak:


„Jeżeli mój lud nie zechce się poddać, będę zmuszona puścić ramię Mojego Syna. Jest ono tak mocne i tak ciężkie, że nie zdołam go dłużej podtrzymywać. Od jak dawna już cierpię za was. Chcąc, by Mój Syn was nie opuścił, jestem zmuszona ustawicznie Go o to prosić, a wy sobie nic z tego nie robicie. Choćbyście nie wiem jak się modlili i nie wiem co czynili, nigdy nie zdołacie wynagrodzić trudu, którego się dla was podjęłam. Dałam wam sześć dni do pracy, siódmy zastrzegłam sobie i nie chcą mi go przyznać. To właśnie czyni tak ciężkim ramię Mego Syna. Woźnice przeklinając wymawiają Imię Mego Syna. Te dwie rzeczy tak bardzo obciążają ramię Mojego Syna. Jeżeli zbiory się psują, to tylko z waszej winy. Pokazałam wam to zeszłego roku na ziemniakach, ale nic sobie z tego nie robiliście. Przeciwnie, znajdując zepsute ziemniaki, przeklinaliście, wymawiając wśród przekleństw Imię Mojego Syna. Będą się one psuły nadal, a tego roku na Boże Narodzenie nie będzie ich wcale”

o_sal2

Okazało się to ogromnym problemem lingwistycznym dla tak młodych dzieci, które nie władały francuskim, więc zaczęły wypytywać objawioną kobietę, co takiego miała na myśli. Dodała ona wtedy w języku zrozumiałym dla Melanii i Maksymina:

„Jeżeli macie zboże, nie trzeba go zasiewać, bo wszystko, co posiejecie, zjedzą robaki. A jeżeli coś wyrośnie, obróci się w proch przy młóceniu. Nastanie wielki głód, lecz zanim to nastąpi, dzieci poniżej lat siedmiu będą dostawały dreszczy i będą umierać na rękach trzymających je osób. Inni będą cierpieć z powodu głodu. Orzechy się zepsują, a winogrona zgniją”.

Każde z dzieci otrzymało także tajemnicę maryjną. Przekazała także dzieciom przypowieść o psującym się zbożu, które zostało alegorią ludzkości. Zaleciła dzieciom codzienne modlitwy, a w przypadku braku czasu odmówienie dwóch najważniejszych pacierzy, „Ojcze Nasz” i „Zdrowaś Mario” i nakazała im przekazać świadectwo tego, co miało miejsce innym ludziom. Użyła słów „Przekażcie to mojemu ludowi”, co miało oznaczać, iż objawiona kobieta to właśnie Maryja, która to jest matką miłosierną wszystkich ludzi na Ziemi. Następnie Maryja udała się w miejsce, w którym wcześniej znajdowały się krowy. Według relacji dzieci, jej stopy ledwie tykały ziemi, następnie wzniosła się ku niebu i zniknęła. Serca dzieci przepełniła radość i głosiły one wesołą nowinę wszystkim wokół, kiedy tylko wróciły do domu. Melania określiła Maryję jako „wielką świętą”. Słowa Maryi przekazane przez Melanię zostały spisane, aby świadectwo nie zniknęło w czeluściach pamięci ludzkiej i nie uległo wpływom osób nieprzychylnych, którym zależy jedynie na ośmieszeniu majestatu Matki Boskiej. Świadectwo zostało zatwierdzone przez Kościół, a dzieci poszły dalej. Oboje powiązali swoje życie z Bogiem, Maksymin ukończył niższe seminarium duchowe, Melania natomiast przebywała w wielu zakonach i stowarzyszeniach zakonnych. Objawienie te jest dziś rozpatrywane jako pojednanie grzeszników, zgodnie z pierwszym jego odczytaniem przez wiernych Kościoła, przed zatwierdzeniem przez biskupa.

Dodaj komentarz